Jeszcze niedawno myślałam, że smog to po prostu część życia w mieście. Wracałam wieczorem do mieszkania, a zapach spalin i dymu był wszędzie — na ulicach, w ubraniach, nawet podczas spacerów z psami. Zimą często sprawdzałam jakość powietrza przed wyjściem, bo po dłuższym spacerze bolała mnie głowa, a psy szybciej się męczyły.
Z czasem zaczęłam bardziej zwracać uwagę na codzienne wybory. Częściej wybierałam komunikację miejską zamiast auta, wspierałam miejskie akcje sadzenia drzew i szukałam miejsc w mieście, gdzie można naprawdę odetchnąć. Niby małe rzeczy, ale dały mi poczucie, że mam wpływ na przestrzeń, w której żyję.
Najbardziej zauważyłam zmianę podczas porannych spacerów z psami. Kiedy powietrze jest czyste, miasto wydaje się spokojniejsze, lżejsze i bardziej przyjazne. Oddycha się inaczej — swobodniej. Dla mnie czyste powietrze to nie slogan. To codzienny komfort, zdrowie i możliwość normalnego życia w mieście bez uczucia, że każdy oddech kosztuje za dużo.
