Prawdziwa Historia Czystego Powietrza

Marta O. – Nowa Ruda

Mieszkam w miejscu, gdzie kominy to stały element krajobrazu, a gęsty, bury dym snuje się między domami niemal przez całą zimę. Czasem, jak wyjdę na balkon wywiesić pranie, to po godzinie muszę je zbierać i prać od nowa, bo śmierdzi spalenizną tak, jakbym stała bezpośrednio nad ogniskiem.

Najbardziej boli mnie to, że niektórzy ciągle udają, że nie ma problemu. Widzę przecież, co leci z tych kominów. Dobrze wiem, że do pieców trafiają śmieci, stare meble albo Bóg wie co jeszcze, a potem wszyscy się dziwimy, że dzieciaki w okolicy wiecznie chorują i kaszlą. To nie jest kwestia wścibstwa, po prostu chciałabym móc wyjść na spacer bez zastanawiania się, ile tablicy Mendelejewa właśnie pakuję sobie do płuc. Przecież wszyscy oddychamy tym samym syfem, nasi sąsiedzi i ich rodziny też.

Moim zdaniem program Czyste Powietrze to u nas jedyny ratunek i naprawdę warto o tym głośno mówić. Ludzie często narzekają, że wymiana pieca to ogromny koszt, ale przecież teraz można dostać na to konkretne dofinansowanie, a nie tylko dokładać z własnej kieszeni. Gdyby więcej osób zrozumiało, że nowoczesny kocioł czy pompa ciepła to nie jest żaden luksus, tylko normalność, żyłoby nam się tu zupełnie inaczej. Marzy mi się taka zima, podczas której mogłabym po prostu przewietrzyć sypialnię przed snem bez wpuszczania do środka duszącej mgły.

(Zdjęcie z internetu dla ilustracji, nie chodzi o wytykanie placami tylko zrozumienie problemu!)